FILM

Sprzedaż biletów w Multikino Gdańsk (Gdańsk, Al. Zwycięstwa 14) - 15zł
www.multikino.pl

GDZIE KOŃCZY SIĘ WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA?

Według klasycznej liberalnej definicji wolność każdego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. W tym kanonie brakuje jednak definicji napięcia, jakie powstaje między jednostką a zbiorowiskiem jednostek, społeczeństwem. Filmy tegorocznego 6. ALL ABOUT FREEDOM FESTIVAL oddają napięcia w relacjach między pojedynczym człowiekiem a społeczeństwem, zależności wyznaczające granice wolności jednostki. Aby nie zabrzmiało to zbyt ostatecznie, przyjmijmy, że te obustronne powiązania są punktem wyjścia do filmowych rozważań. Czy prawa jednostki powinny stać wyżej niż prawa zbiorowości? W eseju filmowym „Pułapki rozwoju”, na podstawie książki Ronalda Wrighta „Krótka historia postępu”, perspektywa jest dość wyraźna – jeśli społeczeństwo nie zatrzyma bezrozumnego XIX-wiecznego liberalizmu gospodarczego, który stał się świecką religią, gatunkowi ludzkiemu grozi zagłada. Czy w związku z tym możemy liczyć na rewolucję mentalną ludzkości, czy raczej idea, motor naszej cywilizacji materialnej „chciwość jest dobra” pogrąży naszą planetę? Nadzieję dają ruchy obywatelskie, oddolne inicjatywy jednostek przekształcające się w masowy sprzeciw. W filmach Briana Knappenbergera „Anonymous. Historia haktywizmu” i Tony’ego Gatlifa „Oburzeni”, choć tak różnych stylistycznie, widzimy wspólnoty ludzi, którzy aktywnie występują, aby bronić swej wolności przed systemem państwowym czy finansowym. Żyjemy w świecie, w którym międzynarodowe koncerny są silniejsze niż większość demokratycznych organizmów państwowych. W tej sytuacji klasyczne reguły liberalizmu nie działają. W filmie Gatlifa ruch oburzonych w południowej Europie widzimy oczami emigrantki z Afryki, której sytuacja jest dużo gorsza niż bezrobotnej młodej Greczynki czy Hiszpanki.

Wartościową paralelą do jej historii jest opowieść o emigrancie z Algierii w filmie „Pan Lazhar”. W Kanadzie otrzymuje posadę nauczyciela klasy, która przechodzi przez traumatyczne przeżycie. Ich nauczycielka popełniła w szkole samobójstwo. W tym wybitnym filmie tradycyjnie wychowany i wykształcony Arab musi znaleźć wspólny język z klasą 13–14-latków, przyzwyczajonych do liberalnego status quo. Co zatem takiego wyjątkowego kryje się w staroświeckim Lazharze, że uczniowie zaczynają go lubić, a ten przeprowadza ich przez trudny okres? Lazhar jednak ma swoje tajemnice, a system jest ślepy i nie rozróżnia dobra od zła.

Poszukiwanie własnego miejsca na ziemi staje się trudniejsze przez to, że teoretycznie możemy stać się tym, kim tylko zechcemy. Przynajmniej tak każą wierzyć reklamy i popkultura. Pokazuje to świetnie film dokumentalny Michała Marczaka „Fuck For Forest”. Dokąd nas ta gonitwa za wolnością zaprowadzi? Gdy hedonizm idzie w parze z aktywizmem, wrażliwość na problemy globalne z potrzebą ekshibicjonizmu i zakorzenienia w czymś niezwykłym i niepowtarzalnym, bo tylko wtedy życie ma smak – wówczas odpowiedź jest niejednoznaczna. Idea „seks zbawi świat”, choć chwytliwa i w Europie skutecznie realizowana, w zetknięciu z potrzebami i pragnieniami Indian w Amazonii pozostała utopią. 

 Zagubienie człowieka i poszukiwanie wolności w przestrzeni ducha ilustrują dwa filmy festiwalowe. „Kumare” ukazuje silną jak głód potrzebę posiadania guru, ostatniej instancji, której można zaufać we wszystkim. Niestandardowe rozwinięcie tej historii i jej zakończenie dają dużo do myślenia każdemu, kto poszukuje światła duchowego rozwoju. Ulrich Seidl w drugiej części trylogii o cnotach „Raj: wiara” pokazuje osobę, która zamieniła miłość ziemską na boską, zapominając o przykazaniu miłości bliźniego. Pod wrażeniem filmu Elfriede Jelinek napisała esej, w którym naświetla miłość własną bohaterki i nieświadomy egoizm jako powody zrzeczenia się miłości ziemskiej. Reżyser nie nazywa bohaterki filmu fanatyczką religijną, to byłoby zbyt proste. Ona dosłownie uciekła z tego świata do świata fantazji i ukojenia duchowego danego przez pewność swojego wyboru. Film wzbudza gorące emocje na całym świecie, najbardziej wśród tych, którzy go jeszcze nie widzieli. Lżejszym gatunkowo, choć również odwołującym się do tłumaczenia wydarzeń poprzez wierzenia, jest drugi kanadyjski film „Café de Flore”. Ten transowo-muzyczny obraz rozgrywa się równolegle w naszych czasach i w latach 60. Porzucona żona słynnego didżeja próbuje za wszelką cenę rozwikłać zagadkę: dlaczego? Pomocna okazuje się koncepcja reinkarnacji. Ale nie sam powód porzucenia przez męża jest tutaj najważniejszy, ale odpowiedź na pytanie: jak żyć dalej? Odpowiedź przynosi wiara w wolność wyboru drogi życiowej, niezależnie od tego, czy widzowie wierzą w wędrówkę dusz czy nie. To pocieszająca perspektywa. Równie optymistyczne wizje dają oba filmy o tematyce genderowej: „Tomboy” i nowy film Xaviera Dolana „Na zawsze Laurence”. Ocalenie tożsamości będzie zawsze zwycięstwem. Ciekawie skonstruowane i poruszające zupełnie odmienne historie z poczuciem humoru przybliżają nam zmaganie jednostki o wolność wyrażania siebie. 

 Po raz pierwszy na ALL ABOUT FREEDOM FESTIVAL przedstawiamy blok filmów powiązanych wspólnym wątkiem tematycznym. Opatrzyliśmy je tytułem „Wojna jest w nas”, zaczerpniętym z jednego obrazu, który brzmi jak ponaddziejowa przestroga. Cztery obrazy, które składają się na tegoroczny cykl –  „Armadillo. Wojna jest w nas”, „Fotograf wojenny”, „We mgle”, „Wiedźma wojny” – nie są klasycznymi filmami wojennymi. Nie sceny batalistyczne lub bohaterskie czyny stanowią o ich wartości. Uwikłanie człowieka w role społeczne, presja grupy i opinii oraz heroiczna walka o swoją prawdę i wolność przynoszą niezwykłe przeżycia filmowe, dostrzeżone przez krytykę, nagradzane na wielu festiwalach i nominowane do Oscarów.

Mam nadzieję, że bogactwo tematów i punktów widzenia poruszanych w prezentowanych filmach skłoni Państwa do dyskusji po projekcjach. 

Do zobaczenia w kinie!

Artur Liebhart | kurator programu filmowego

CORAZ CZĘŚCIEJ MAMY DZIŚ PROBLEM Z AUTODEFINICJĄ

Od dwóch lat w programie filmowym All About Freedom Festival coraz wyraźniej odchodzimy od prostego definiowania filmów o wolności. Jeszcze kilka lat temu festiwal prezentował głównie obrazy mówiące o wolności politycznej i wolności słowa – opowieści o uchodźcach, dyktaturach, kneblowanych dziennikarzach i walczącej opozycji. Teraz coraz częściej sięgamy po historie w nieoczywisty sposób pokazujące problemy z wolnością – toksyczne relacje rodzinne, trudne kontakty międzypokoleniowe, czy wpływ demokratycznego państwa na obywatela. 

„Ostatnie piętro” Tadeusza Króla to film o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy w jednej chwili wali mu się świat na głowę. Bohater jest zawodowym żołnierzem, który zmuszony jest odejść ze służby. Ten problem jest oczywiście uniwersalny, żyjemy w dobie kryzysu, reżyser podkreśla jednak, że nie szuka uniwersalizacji, nie interesuje go rozszerzenie interpretacji jego filmu na cały rynek zwolnionych z pracy. 

Oglądamy historię człowieka, który pod wpływem nagłego szoku przekracza granice zdrowego rozsądku i wchodzi w strefę mroku. Staje się niebezpieczny, ale uwaga – nie przestaje racjonalnie działać. Nie jest psychopatą, ma na uwadze dobro innych. Wcześniej jako żołnierz, w sensie jak najbardziej dosłownym, bronił kraju przed atakiem z zewnątrz. Teraz staje się żołnierzem broniącym swojej rodziny przed fikcyjnym zagrożeniem. Konflikt jest wyimaginowany, ale potrzeba jest prawdziwa. Bohater nie zauważa jednak, że broniąc najbliższych przed złem, sam staje się dla nich największym zagrożeniem. 

Myślę, że w jakimś sensie jest to film o problemach, jakie coraz częściej mamy dziś z autodefinicją. Jeszcze dwadzieścia – trzydzieści lat temu niemal każdy człowiek definiowany był przez garść określeń: uprawiany zawód (jestem ekonomistą), miejsce zamieszkania (jestem z Gdańska), czy miejsce pracy (jestem pracownikiem rafinerii). Czasy się zmieniły i normalna stała się regularna zmiana firm, a nawet zawodów, nie mówiąc już o miejscu zamieszkania. Zmieniają się przy tym społeczności – sąsiedzi, współpracownicy, rodzina – w których kiedyś uczestniczono przez całe życie. Nasze dzieci będą do tego przyzwyczajone, my nie jesteśmy. Dlatego życie w ponowoczesnej gospodarce, wymagające płynnej zmiany zachowań, wywołuje wyraźne problemy z autodefinicją. Przestajemy wiedzieć, kim jesteśmy, bo tradycyjnie obowiązująca mapa koordynatów straciła rację bytu. Potrzeba nam czegoś więcej, by się zredefiniować. Szukamy tego czegoś czasami po omacku, co – jak w sytuacji bohatera filmu – rodzi patologie. Nie wypracowaliśmy jeszcze jako społeczeństwo wolności (dojrzałości?) do definiowania się w szerszej skali, gdzie zmiana jednego z elementów naszego życia nie spowoduje trzęsienia całych fundamentów. Warto porozmawiać o tym po projekcji „Ostatniego piętra”.

Dodam, że seans „Ostatniego piętra” podczas All About Freedom Festival jest zdarzeniem wyjątkowym, ponieważ filmu nie widział dotychczas nikt spoza grona bezpośrednich twórców. Trwają nad nim prace postprodukcyjne. Premiera kinowa planowana jest dopiero w przyszłym roku. Tadeusz Król przyjął jednak nasze zaproszenie, sugerując, by pokaz podczas AAFF był pierwszym publicznym testem dla filmu w jednej z końcowych wersji roboczych. Testem w sensie dosłownym – po seansie poprosimy wszystkich widzów o wypełnienie ankiet na temat filmu i o udział w dyskusji z reżyserem. 

Michał Chaciński

kurator projektów filmowych AAFF

odpowiedzialny za dobór repertuaru kina polskiego